[ENG] What to expect from the 8th ABSL Conference?
31 lipca 2017
[PL] Zaangażowanie pracowników w doskonalenie firmy
17 października 2017

[PL] Co dalej z OFE?

Zmiany w systemie emerytalnym to nie tylko obowiązkowe pracownicze programy kapitałowe, ale także planowana (ostateczna) likwidacja OFE.

Oczywiście, że pracodawców najbardziej interesują rządowe pomysły na obowiązkowe pracownicze programy kapitałowe (PPK). Jednak, obok dyskusji o PPK w rządzie toczą się również prace, których efektem ma być ostateczna likwidacja otwartych funduszy emerytalnych (OFE). Pierwotnie planowano, aby obie zmiany zostały ogłoszone i realizowane w tym samym czasie. Z ostatnich informacji wynika jednak, że zmiany w OFE wciąż nie zyskały akceptacji rządu. W efekcie wiele wskazuje na to, że obie reformy zostaną rozdzielone i być może PPK „wyprzedzą” likwidację OFE. Spór wokół funduszy emerytalnych to dobry powód dla którego warto się przyjrzeć rządowym pomysłom (wszystko świadczy, że wciąż bardzo różnym) na zmiany w II filarze.

W wersji Wicepremiera Morawieckiego przedstawionej publicznie po raz pierwszy w lipcu 2017 roku OFE miały być zlikwidowane, a towarzystwa emerytalne (PTE) zarządzające aktywami funduszy przekształcone w towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI), do których  w kolejnym kroku miało trafić 75% środków zgromadzonych dotąd w OFE (na tzw. Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego – IKZE). Pozostałe 25% środków OFE miało zostać przekazane do Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD), zarządzanego przez ZUS. To co jeszcze do niedawna wydawało się koncepcją rządową, obecnie wydaje się jedynie jednym z możliwych rozwiązań. Dociera do opinii publicznej bowiem coraz więcej sygnałów, że w rządzie jednego stanowiska nie ma i że silnych zwolenników ma alternatywna opcja „pełnego” przekazania środków OFE do ZUS (rządu).

W takiej sytuacji warto zastanowić się, co nas czeka w sytuacji, gdyby jednak rządzącym zamarzy się 100% przejęcie aktywów funduszy emerytalnych? W tych rozważaniach kluczowe jest dostrzeżenie, że dzisiejsze OFE mocno się różnią od tych, które częściowo zlikwidował poprzedni rząd. Wówczas w portfelach OFE dominowały instrumenty dłużne, przede wszystkim obligacje skarbowe i to właśnie te ostatnie „przejął” minister Rostowski. Dzisiaj w aktywach OFE większość stanowią akcje (pozostałe instrumenty stanowią właśnie te 25%, które bez większych konsekwencji przejąć może FRD). Przejęcie przez „państwo” środków zainwestowanych w akcje będzie znacznie bardziej skomplikowane i wywoła dużo istotniejsze implikacje niż poprzednio. Operacją to bowiem zostaną bezpośrednio dotknięte Giełda Warszawska i notowanie na niej spółki. Spółki, których OFE są współwłaścicielami – a grupa ta stanowiła one w 2014 roku 65% wszystkich spółek notowanych na Giełdzie.

Jaki więc interes mogą mieć zwolennicy przejęcia wszystkich środków OFE?

  1. Po pierwsze przejmując ponad 150 mld złotych zgromadzonych w OFE rząd znajduje środki na sfinansowanie wydatków, na które budżet nie stać.
  2. Po drugie, przejmując pakiety akcji niektórych spółek giełdowych rząd dokona nacjonalizacji majątku narodowego, który w ten sposób „wróci” (choć patrząc na listę spółek z największym udziałem OFE słowo „powrót” należy zdecydowanie wpisać w cudzysłów) do państwa. Warto dodać, że na liście notowanych w Warszawie spółek znajdowały się takie, w których udział OFE grubo przekraczał 25% ich łącznego kapitału (przykładowo ok. 70% dla Grupy Kęty, 60% dla Bogdanki, 45% dla Asseco, 35% dla PKN Orlen i CCC oraz 30% dla LPP) – w efekcie wszystkie te podmioty przejdą „pod kontrolę” państwa.
  3. Po trzecie rząd mógłby zdobyć w ten sposób istotny wpływ na te sektory gospodarki, w stosunku do których otwarcie głosi, że w zbyt dużym stopniu są one kontrolowane przez kapitał zagraniczny. Wymienić tu np. można sektor bankowy (wciąż?), w którym udział OFE w 2014 roku wynosił 35%! oraz branżę medialną (gdzie dla przykładu mamy akcje wydawcy największej gazety codziennej w Polsce czy też właściciela największej stacji telewizyjnej).

Czy jednak scenariusz przejęcia 100% środków OFE jest w praktyce możliwy do realizacji? Czy naprawdę przyniesie on korzyści dla rządu i budżetu? Można mieć co do tego wiele wątpliwości – m.in. ze względu na następujące kwestie:

  1. Po pierwsze, przejęcie akcji spowoduje natychmiastowy negatywny efekt wizerunkowy oraz istotnie wpłynie na obniżenie zaufania do Polski, a tym samym do polskiego systemu finansowego. Nie wiem, czy to rzeczywiście istotny element w dyskusji, widać natomiast, że każda ekipa rządząca lubi powoływać się na opinie agencji ratingowych (oczywiście wtedy, gdy są one dla niej korzystne), czy wskaźniki gospodarcze (podobnie, wtedy gdy „rosną”). W przypadku przejęcia akcji polskich spółek giełdowych skutki wydają się łatwe do przewidzenia. Obok obawy dotyczącej potencjalnego ryzyka wyprzedaży akcji nie mniej ciekawe jest pytanie o sposób, w jaki rząd chciałby sprawować nadzór właścicielski nad „przejętymi” spółkami. Reakcja części inwestorów wydaje się jednak łatwa do przewidzenia. Wielu z nich może uznać, że lepiej zaakceptować stratę 10% niż ryzykować stratę znacznie większych rozmiarów. Jaki skutek wyprzedaż części akcji może mieć dla całego rynku łatwo sobie wyobrazić. Z dużym prawdopodobieństwem wcześniej czy później zaczną spadać kursy wszystkich spółek – nigdy bowiem na giełdach nie dzieje się tak, ze podczas znacznej przeceny (a można uznać, że właśnie z taką będziemy mieli tutaj do czynienia) jedne akcje spadają, a inne rosną. Oczywiście można liczyć, że przy niskich wycenach pojawi się popyt, ale kiedy i czy to nastąpi nie będziemy wiedzieć jeszcze długo.
  2. Po drugie, przejęcie przez państwo akcji OFE to jedynie „hasło”. Iść za nim musi szereg decyzji o charakterze operacyjnym. I właśnie w tym obszarze spodziewać się można wielu technicznych problemów z realizacją takiego scenariusza. W jakiej roli rząd zacznie występować z chwilą, gdy zostanie istotnym „inwestorem” na Giełdzie? Czy będzie pełnił rolę inwestora aktywnie oddziaływującego na sposób funkcjonowania spółek (tak jak stara się to robić w przypadku PZU?). A może będzie inwestorem pasywnym, pozbawiając się przywileju aktywnego wpływu na działalność spółek. Ryzyko i brak stabilności nie są lubiane przez inwestorów – a ci z pewnością przyjmą, że działania rządu mogą być destrukcyjne dla przejętych firm. Wówczas potencjalne skutki dla Giełdy są łatwe do wyobrażenia.
  3. No i po trzecie argument „emocjonalny”. Choć pozornie OFE nie mają żadnego związku z drugim „emerytalnym” pomysłem Premiera Morawieckiego, czyli pracowniczymi programami kapitałowymi (PPK) to sytuacja OFE może mieć wpływ na te ostatnie. Łatwo sobie wyobrazić na jakie problemy napotka rząd próbując przekonać pracodawców i pracowników by wsparli idę PPK. Nietrudno wyobrazić sobie poziom zaufania do nowych rozwiązań emerytalnych w sytuacji nacjonalizacji środków gromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Kto da pracownikom gwarancję, że rząd (ten lub kolejny) w podobny sposób nie będzie chciał w przyszłości załatwić kolejnych, potencjalnych problemów budżetowych korzystając ze środków zgromadzonych w PPK? Uruchamianie PPK w takich warunkach będzie nie lada wyzwaniem.

A może cała dyskusja dot. zarządzania spółkami,  jest zbyt „akademicka” i rząd będzie chciał po prostu upłynniać akcje. Być może to najbardziej prawdopodobny scenariusz? Choć z drugiej strony wcale nie łatwy do realizacji. Komu bowiem te akcje zostaną sprzedane? Po jakich cenach (właściwie z jaką stratą?)? W jakim czasie itd.? Na tego typu pytania niełatwo jest dzisiaj znaleźć sensowne odpowiedzi. Trudno bowiem znaleźć w rzeczywistości gospodarczej przykłady podobnych rozwiązań.

Na koniec należy również wspomnieć o związku OFE z gospodarkę jako całością. To oczywiście kwestia skomplikowana i wielowątkowa. Związek ten definiuje rola Giełdy w Polskiej gospodarce. Stanowi ona istotny element systemu finansowego. Na Giełdzie bezpośrednio lub pośrednio inwestowane są nasze środki. Jednocześnie blisko 500 publicznych spółek zatrudnia setki tysięcy osób. Należy założyć, że istotne zawirowania związane z wyceną spółek, ich akcjonariatem, władzami itd. przełożą się również na pracowników, ich wynagrodzenia, stabilność zatrudnienia itd. Jeżeli wszystkie te scenariusze rzeczywiście by się spełniły wówczas krótkoterminowe korzyści jakie uzyska rząd (i tak nie do końca „pewne”) zostaną szybko „przykryte” przez potencjalne koszty. Niestety skalę tych ostatnich trudno nawet oszacować. I być może rzeczywiście pozostanie nam wówczas jedynie ZUS, jako gwarant „dostatniości emerytalnej”?

 

 

Krzysztof Nowak
Mercer Polska